Wnioski z The Big One 2024

Wnioski z The Big One 2024

Niedziela, Marzec 17, 2024

O roli zawodów L1 w przygotowaniu zawodnika IPSC

Wybraliśmy się z Gosią i Tomkiem na zawody do Marynina. To były zawody L1, 20 torów w jeden dzień. Tory generalnie proste, na całych zawodach zrobiłem 3 wymiany magazynka. Przed zawodami miałem kilka kłopotów:

Pękł mi zrzut zamka. Musiałem założyć zapasowy, fabryczny slide stop, który jest przewymiarowany, mocno wystający poza obrys broni, wielki i bardzo niewygodny, i w mojej opinii zbędny. Na zdjęciu widać różnicę między starym i nowym. (1 - zmodyfikowany slide stop na którym trenowałem dotychczas, 2 - fabryczny slide stop niszczący kciuka, 3 - obecny slide stop, bez zbędnych elementów)Rys

Rys 1. Różne typy slide stop

Nowy slide stop (2) jest dla mnie całkowicie niewygodny, ale cena zredukowanego slide stop (1) była dla mnie porażająca, więc strzelałem prze 3 tygodnie z niewygodnym elementem (2).

Na początku było tylko niewygodnie, ale sądziłem, że się przyzwyczaję, jednak po 2 tygodniach suszenia i treningów zaczęła mnie na tyle mocno boleć kostka w kciuku, że musiałem odpuścić suszenie, bo nie chciałem rozbabrać sobie rany na kciuku.

W konsekwencji w części czwartkowy i ostatni piątkowy trening przez zawodami strzelałem z innym chwytem broni i dobywałem bardzo ostrożnie. Starałem się uniknąć bólu i rozluźniałem lewą rękę, lub odsuwałem kciuk od pistoletu. Efektem było kiepskie skupienie na tarczy i dużo "dostrzałów" na blachach. Dodatkowo zacząłem zaciskać prawą rękę co prowadziło do zerwanych strzałów, miałem świadomość, że to się dzieje, szczególnie po obejrzeniu nagrań z treningu.

W piątek po treningu stwierdziłem, że nie ma sensu brnąć dalej w walkę z bólem i po konsultacji z Rusznikarnia.eu udałem się po pilnik do metalu, papier ścierny i zredukowałem mój slide stop do gabarytów bardziej przyjaznych mojemu  kciukowi.

Przed zawodami zrobiłem szybki trening na sucho z nowym slide stop i w przygotowałem założenia na The Big One, które sprowadzały się do zwalczenia obawy przed dobyciem, utrzymania koncentracji i sprawdzenia nowego slide stop i strzelania w znośnej temperaturze na otwartej strzelnicy.

Na 20 torów co najmniej 16 razy miałem problemy z dobyciem, musiałem poprawiać broń w ręce. W zupełnie niezrozumiały dla mnie sposób zraniłem się w palec wskazujący lewej ręki.

Dodatkowo na zawodach, straszliwie rozjechała mi się celność. Po 4 torach zauważyłem, że po pierwszym strzale kropka w muszce nie podskakiwała, tylko zaczęła wykonywać bardzo szeroką ósemkę w powietrzu.

Tory były bardzo proste i konstrukcja wielu była taka, że z pozycji startowej można było strzelać kilka celów w bardzo szerokim sektorze. Z jakiegoś powodu stawałem nie frontalnie do pierwszej tarczy, ale w taki sposób, by móc ostrzelać cały szeroki sektor bez zmiany pozycji nóg. To był błąd i źródło problemów z dobyciem, generalnie punkt kontaktu lewej ręki z bronią był permanentnie niewłaściwy chwyt, który psuł indeks i wymagał korekty przy przeniesieniu wyraźnie je zwalniając. To nie pierwszy raz gdy mi się to zdarzyło, pierwszy wniosek, z zawodów dotyczy stawienia się do startu. Zakładam, że dobycie i pierwszy strzał powinno być w pozycji frontalnej do celu, to znacznie zmniejsza prawdopodobieństwo złego dobycia i zepsucia indeksu oraz konieczności poprawy chwytu.

Kolejna sprawa to zakodowany przez 3 tygodnie strach przed bólem i rozluźnianie chwytu w czasie strzelania. Na kilku pierwszych torach nie było to problemem, bo byłem skoncentrowany ma „mocnej lewej”, ale zmiana warunków atmosferycznych (deszcz) i ogólne rozprężenie sprawiło, że koncentrując się na innych rzeczach, wróciłem do już utrwalonego przez 3 tygodnie dyskomfortu patologicznego luźnego chwytu. Wniosek z tych zawodów jest taki, że po jakiejkolwiek zmianie na broni mającej jakikolwiek wpływ na chwyt trzeba przeprowadzić od podstaw proces budowy indeksu oraz na zawodach, należy pamiętać o związanej z chwytem afirmacji.

Ostatni wniosek, dotyczy roli zawodów L1 w przygotowaniu do startu. Wszystko co dotyczy komfortu, rutyny, przygotowania do zawodów, dojazd, noclegu i tak dalej może zostać bez jakichkolwiek konsekwencji przetestowane. Czy zabierać wózek, krzesło, iść z plecakiem, jaki prowiant, przygotowanie na pogodę… powyższe kwestie mogą być testowane, wypracowane i dodane do rutyny przedstartowej.

Ogólnie zawody były super. Warto było przyjechać, czas minął bardzo szybko, wszystko przebiegło sprawnie i ogólnie jestem zadowolony, w dużym mierze było to zasługę niezawodnych kompanów: Małgosi i Tomasza!!!!!

Fot.2 W drodze na Big One.

Czy to brzmi i wygląda ciekawie?

Jeśli tak i rozważasz organizację szkolenia lub wzięcie udziału to nie zwlekaj tylko pisz do nas. Dobre rzeczy dzieją się przy odrobinie inicjatywy, kliknij w przycisk poniżej, napisz do mnie maila (kontakt@piotrbilon.pl), wszystko ustalimy i działamy!
Szukaj