O roli zawodów L1 w przygotowaniu zawodnika IPSC
Wybraliśmy się z Gosią i Tomkiem na zawody do Marynina. To były zawody L1, 20 torów w jeden dzień. Tory generalnie proste, na całych zawodach zrobiłem 3 wymiany magazynka. Przed zawodami miałem kilka kłopotów:
Pękł mi zrzut zamka. Musiałem założyć zapasowy, fabryczny slide stop, który jest przewymiarowany, mocno wystający poza obrys broni, wielki i bardzo niewygodny, i w mojej opinii zbędny. Na zdjęciu widać różnicę między starym i nowym. (1 - zmodyfikowany slide stop na którym trenowałem dotychczas, 2 - fabryczny slide stop niszczący kciuka, 3 - obecny slide stop, bez zbędnych elementów)Rys

Nowy slide stop (2) jest dla mnie całkowicie niewygodny, ale cena zredukowanego slide stop (1) była dla mnie porażająca, więc strzelałem prze 3 tygodnie z niewygodnym elementem (2).
Na początku było tylko niewygodnie, ale sądziłem, że się przyzwyczaję, jednak po 2 tygodniach suszenia i treningów zaczęła mnie na tyle mocno boleć kostka w kciuku, że musiałem odpuścić suszenie, bo nie chciałem rozbabrać sobie rany na kciuku.
W konsekwencji w części czwartkowy i ostatni piątkowy trening przez zawodami strzelałem z innym chwytem broni i dobywałem bardzo ostrożnie. Starałem się uniknąć bólu i rozluźniałem lewą rękę, lub odsuwałem kciuk od pistoletu. Efektem było kiepskie skupienie na tarczy i dużo "dostrzałów" na blachach. Dodatkowo zacząłem zaciskać prawą rękę co prowadziło do zerwanych strzałów, miałem świadomość, że to się dzieje, szczególnie po obejrzeniu nagrań z treningu.
W piątek po treningu stwierdziłem, że nie ma sensu brnąć dalej w walkę z bólem i po konsultacji z Rusznikarnia.eu udałem się po pilnik do metalu, papier ścierny i zredukowałem mój slide stop do gabarytów bardziej przyjaznych mojemu kciukowi.
Przed zawodami zrobiłem szybki trening na sucho z nowym slide stop i w przygotowałem założenia na The Big One, które sprowadzały się do zwalczenia obawy przed dobyciem, utrzymania koncentracji i sprawdzenia nowego slide stop i strzelania w znośnej temperaturze na otwartej strzelnicy.
Na 20 torów co najmniej 16 razy miałem problemy z dobyciem, musiałem poprawiać broń w ręce. W zupełnie niezrozumiały dla mnie sposób zraniłem się w palec wskazujący lewej ręki.
Dodatkowo na zawodach, straszliwie rozjechała mi się celność. Po 4 torach zauważyłem, że po pierwszym strzale kropka w muszce nie podskakiwała, tylko zaczęła wykonywać bardzo szeroką ósemkę w powietrzu.
Tory były bardzo proste i konstrukcja wielu była taka, że z pozycji startowej można było strzelać kilka celów w bardzo szerokim sektorze. Z jakiegoś powodu stawałem nie frontalnie do pierwszej tarczy, ale w taki sposób, by móc ostrzelać cały szeroki sektor bez zmiany pozycji nóg. To był błąd i źródło problemów z dobyciem, generalnie punkt kontaktu lewej ręki z bronią był permanentnie niewłaściwy chwyt, który psuł indeks i wymagał korekty przy przeniesieniu wyraźnie je zwalniając. To nie pierwszy raz gdy mi się to zdarzyło, pierwszy wniosek, z zawodów dotyczy stawienia się do startu. Zakładam, że dobycie i pierwszy strzał powinno być w pozycji frontalnej do celu, to znacznie zmniejsza prawdopodobieństwo złego dobycia i zepsucia indeksu oraz konieczności poprawy chwytu.
Kolejna sprawa to zakodowany przez 3 tygodnie strach przed bólem i rozluźnianie chwytu w czasie strzelania. Na kilku pierwszych torach nie było to problemem, bo byłem skoncentrowany ma „mocnej lewej”, ale zmiana warunków atmosferycznych (deszcz) i ogólne rozprężenie sprawiło, że koncentrując się na innych rzeczach, wróciłem do już utrwalonego przez 3 tygodnie dyskomfortu patologicznego luźnego chwytu. Wniosek z tych zawodów jest taki, że po jakiejkolwiek zmianie na broni mającej jakikolwiek wpływ na chwyt trzeba przeprowadzić od podstaw proces budowy indeksu oraz na zawodach, należy pamiętać o związanej z chwytem afirmacji.
Ostatni wniosek, dotyczy roli zawodów L1 w przygotowaniu do startu. Wszystko co dotyczy komfortu, rutyny, przygotowania do zawodów, dojazd, noclegu i tak dalej może zostać bez jakichkolwiek konsekwencji przetestowane. Czy zabierać wózek, krzesło, iść z plecakiem, jaki prowiant, przygotowanie na pogodę… powyższe kwestie mogą być testowane, wypracowane i dodane do rutyny przedstartowej.
Ogólnie zawody były super. Warto było przyjechać, czas minął bardzo szybko, wszystko przebiegło sprawnie i ogólnie jestem zadowolony, w dużym mierze było to zasługę niezawodnych kompanów: Małgosi i Tomasza!!!!!
