Trochę o tym czy pistolet przyciągać do siebie, kiedy, po co i dlaczego i odrobinkę o trybach w IPSC.
Ostatnio Z-Tac opublikował wartościowy wpis na FB dotyczący kompresji, w którym odnosi się także do terminu wprowadzonego przez mojego mentora Ljubise Momcilovica, czyli „Shooting mode” i „Everything else mode”. Mimo, ze miło widzieć jak rozpowszechniają się przywiezione z Serbii idee, to bardziej niż ten fakt podobało mi się refleksyjne podejście Zohana do implementacji tych technik do realiów pracy funkcjonariuszy policji. Bardzo fajne, świadome analizowanie tematu i wnioskowanie. Żeby była jasność: Z-Tac jest moim kolegą z klubu, zbijamy pionę jak się widzimy i zamieniamy słowo o tym co tam słychać jak się spotkamy, pożyczyłem też od Z-Taca rękawiczki na Nocnej Straży, ale nie jesteśmy ziomkami, nie trenujemy razem i funkcjonujemy w zupełnie innych obszarach, mimo, że Z-Tac zgłębia tematykę sportu wspólnie z moim sparring partnerem Niko. Zohan z mojej perspektywy jest strzelcem patrzącym na strzelanie przez pryzmat realiów i potrzeb policjantów, a ja patrzę na tą samą tematykę przez pryzmat IPSC. Osobiście przez długi czas miałem problem z zaprogramowaną w sposób opisany przez Z-Taca kompresją, która wyraźnie przeszkadzała mi w IPSC, tak że jego wpis przykuł moją uwagę i zainspirował do przemyśleń i przelania ich na blog.
Kompresja w IPSC ma zastosowanie tylko wtedy, gdy gwarantuje uzyskanie najkrótszej możliwej drogi, jaką pokonuje broń w czasie przeniesienia. Przy okazji tylko przypomnę, że przenosimy całą ramą i zawsze oczy, jako najszybszy organ w naszym ciele, wyprzedzają broń. Zacznę zatem od ekstremalnego przykładu przeniesienia czyli przeniesienia na 180 stopni, który sam w sobie jest wyjątkiem od zasady, która mówi, że generalnie należy unikać kompresji. Jeżeli nie przyciągniemy broni do siebie i wykonamy przeniesienie na wyciągniętych rękach, to droga jaką pokonuje broń będzie najdłuższa z możliwych.

Jak widać na powyższym rysunku droga po półokręgu jest dłuższa, a z podstaw matematyki wynika, że droga po półokręgu stanowi 157% drogi równej średnicy okręgu. To pierwszy argument mówiący o tym, że w tym konkretnym przypadku przyciągnięcie broni do siebie może być uzasadnione. Kolejna sprawa to negatywny wpływ na stabilizację momentu bezwładności ciężkiej, sportowej klamki oraz tendencja do uciekania oczami z celu na broń w końcowej fazie przeniesienia po półokręgu. Kolejnym ważnym argumentem przemawiającym za przyciągnięciem rąk do siebie na przeniesieniu 180 stopni jest to, że wchodząc w cel mamy tradycyjne wejście, co do zasady bardzo zbliżone np: do wejścia w cel z dobycia w jego ostatniej fazie.
Czy zatem można postawić tezę, że w każdym przypadku należy przenosić broń po linii prostej odpowiadającej cięciwie? Wyobrażam sobie nawet taką narrację, z której by wynikało, ze broń musi poruszać się po linii prostej. Instruktor przekazujący takie wytyczne mógłby powiedzieć, że należy zawsze delikatnie przyciągać dłonie do siebie by droga była jak najkrótsza i równa cięciwie. Oczywiście, ze powiedzieć lub napisać można wszystko, ale w tym przypadku nie ma to większego sensu w kontekście dynamicznego strzelectwa sportowego i może być wręcz kontr produktywne i już wyjaśniam dlaczego.
Po pierwsze przeniesienie to nie jest ruch jednowymiarowy, broń nigdy nie będzie poruszała się po prostej, występuje przecież odrzut, a broń w odrzucie jest już przemieszczana na kolejny cel. Po drugie, kontrola broni w czasie przeniesienia w „shooting mode” i w sektorze ognia sprowadza się do powrotu na ścianę spustu i utrzymania właściwego chwytu. Nie wpływamy na broń dodatkową, jakąś nadzwyczajną siłą, nie spinamy się i nie przyśpieszamy siłowo przeniesienia, nie jest to po prostu konieczne i procedura „oko-broń-luźne barki” daje najlepsze rezultaty. Świadome regulowanie odległości broni od klaty w taki sposób by poruszała się po cięciwie w sektorze ognia jest jak wcześniej wspomniałem kontr produktywne bo przynosi efekty zbliżone do przenoszenia broni ze wzrokiem skoncentrowanym na muszce lub kropce, albo analizowania po jakiej drodze będzie się poruszał wskaźnik myszy, który ma znaleźć się w tym miejscu ekranu, na który akurat patrzymy. Powyżej wspomniałem o „sektorze ognia”, każdy strzelec IPSC wie czym jest sektor ognia. Poniższy przykład (rysunek) pokazuje, dlaczego z jednej strony delikatne przyciąganie broni do siebie w sektorze ognia nie ma uzasadnienia w pokonanej przez broń drodze od punktu A do B (porównanie linii czarnej i zielonej) i jak destrukcyjne w dynamice sportowej w tym samym kontekście jest przyciąganie broni do klaty w sektorze ognia (porównanie linii czerwonej do linii zielonej i czarnej).

OK, no to skoro w sektorze generalnie się nie opłaca, to co z przeniesieniami poza sektorem. Ostatnio przerabialiśmy tą tematykę na treningu sekcji zaawansowanej i najlepiej oraz niezwykle urzekająco i do tego zwięźle podsumował nasze działania Michał: „… dwie godziny strzelania i chuj… nie ma konkluzji”. Nie jestem pewien czy sam bym tak to ujął, ale powyższa sentencja oddaje istotę sprawy, bo odpowiedź jest bardzo mocno zależna od indywidualnych preferencji, które wpływają także na to jakie techniki przeniesienia poza sektorem są preferowane przez strzelca. Ja wykonuję takie przeniesienia siłowo, tak jak Ljubisa, zawsze ustawiam się frontalnie do celu bo jest mi o wiele łatwiej ruszyć moje cielsko w dynamiczny sposób gdy mam jedną procedurę wyjścia. Michał, sprężysty i szczupły preferuje techniki, które pokazywał na szkoleniu Posio, które z kolei przy mojej masie, gabarycie i sile gwarantują kontuzję kolana. Wspólnym mianownikiem było dla nas natomiast to, że przenosząc poza sektorem wszyscy generalnie przyciągaliśmy broń do siebie. Jedni bardziej, inni mniej i to jest jak najbardziej ok.
Rzeczywiście jest tak, że wszystkie przytoczone powyżej argumenty oraz to o czym pisał na FB Z-Tac jest istotne. Tak jak łyżwiarka figurowa w czasie piruetów przyciąga ręce do korpusu by kręcić się szybciej tak i strzelec obraca się szybciej mając broń bliżej siebie, mając broń bliżej siebie jesteś stabilniejszy, nie walczysz z siłą działającą na ramieniu równemu długości ręki i nie musisz przeciwdziałać pędowi poruszającej się na dużym promieniu klamki. Warto pamiętać jednak, że to jaki wpływ mają te zaburzenia na strzelca to kwestia indywidualna, w grę wchodzą tutaj zarówno preferencje jak i budowa ciała oraz poziom wytrenowania fizycznego. Strzelec sportowy, powinien wiedzieć dokładnie wiedzieć, jakie techniki w jego przypadku gwarantują najszybsze i najcelniejsze wykonanie zadań strzeleckich, z jakiego układu ciała względem celu i kierunku dalszego ruchu wychodzi się mu najszybciej, jakie zaburzenia mają destrukcyjny wpływ na stabilizację, w jakiej technice dysponują optymalnym czasem na skupienie wzroku na specyficznym punkcie na celu itd. Itp. Najlepszym i nieodzownym sposobem by poznać odpowiedzi na te pytania jest solidna praca na strzelnicy, co najmniej z timerem i kamerami, a najlepiej ze sparring partnerem lub trenerem.
Powyższa rada to ględzenie w stylu „wujka dobra rada” i gdybym sam to usłyszał, to od razu chciałbym zapytać: A co polecasz strzelcowi, który nie ma ani czasu na zgłębianie wszystkich możliwych wariantów przeniesień poza sektorem, nie wie ani co poleca Serb, ani co poleca Posio i nie ma też czasu na wielogodzinne eksperymenty WUJU???? Parafrazując poniżej uwidocznionego klasyka.

Odpowiem oczywiście, że to proste. Wystarczy, ze znajdziesz dobrego zawodnika, który uzyskuje wyniki i robi szybkie przeniesienia poza sektorem i który ma podobne warunki fizyczne. Jeśli jesteś pokurczem szukaj gościa z metra ciętego, jeśli jesteś grubasem szukaj spaślaka itd., tylko nie popadaj w przesadę, nie wszystkie parametry fizyczne musza się zgadzać (tak, tak, właśnie porównywanie długości tego organu miałem na myśli). Najistotniejszy jest wzrost, waga, budowa (długość korpusu i kończyn).
Warto wspomnieć także, że w IPSC przyciągamy broń do ciała w kilku innych przypadkach. Na przykład w sytuacji wycofania zakończonego skrętem 90 stopni lub większym na stronę silnej ręki. Zawsze w takiej sytuacji silna ręka jest "wleczona" i jeśli się jej nie przyciągnie to złamanie kąta jest praktycznie gwarantowane, a poza tym z bronią przy ciele zwrot jest szybszy. Podobnie jest z wymianą w ruchu, ale oczywiście już z innych powodów. W czasie treningów także intencjonalnie robimy kompresję i patrzymy na broń by trenować równocześnie przejścia z trybów i wyrabiać sobie wytrzymałość oraz celność na minimalnych "splitach" na wysokim pobudzeniu, zmęczeniu lub nawet wyczerpaniu. Tak, ze o temacie można by napisać o wiele więcej, choćby w kontekście multitasking, ale na szczęście nie muszę wcale pisać wszystkiego.
Na koniec zostawiam sobie lakoniczną wzmiankę o „shooting mode” i „everything else mode”. Źródłowa definicja jest następująca: „Shooting mode” to czas od chwili, w której zaczynasz patrzeć na specyficzny punkt celu, do przełamania ściany spustu w ostatnim strzale danej sekwencji. To właśnie dlatego, że jestem ortodoksyjnym wyznawcą zasad „shooting mode” Ljubisty nie patrzę na cel zanim usłyszę timer, co może akurat być delikatną patologią. „Everything else mode” występuje wszędzie tam, gdzie nie pracujemy w „Shooting mode”. Czyli jest jak dziura w serze, która nie występuje bez sera mimo, że jest brakiem sera. Jak by komuś nie wystarczyło to co napisałem powyżej, to zapraszam na zajęcia sekcji, bez względu na gabaryty i doświadczenie. Obiecuję, że nie będę mówił, że trzeba robić tak jak ja bo mam dłuższy (staż w IPSC oczywiście), tylko wszystko wyjaśnię tak jak bym sam chciał, żeby mi wyjaśniano.